Robótki ręczne *na winie* , co się nawinie, to zostanie wykorzystane w kreatywny sposób, czyli szaleństwa robótkowe mamy po godzinach.

Strona główna

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Dzieciaki uwielbiają magiczne/bajkowe postaci, min: elfy. W ogródku mam starą prostokątną umywalkę przerobioną na mini ogródek z sukulentami i mchem. wymyśliłam, że razem z chłopakami zrobię tam ogródek dla Elfów. Zrobiliśmy domek z kartonu po soku. Rowerek z drutu i dużych guzików, płotek z drutu i patyczków. Chłopaki byli zachwyceni.

Następnego dnia rano najmłodszy wcześnie rano poszedł do ogrodu i stwierdził, że elfy były w domku. Powiedział również, że elfy zostawiły ślady stóp.  

sobota, 15 kwietnia 2017

Dzieciaki są chwilowo zafascynowani potworami. Powiedziałam im, że mogę im zrobić potwory które namalują. Bardzo się ucieszyli z tego powodu i wciąż męczyli mnie, żebym im wreszcie potwory zrobiła (rysunki były gotowe). Wreszcie dzisiaj miałam trochę czasu. A oto co wyszło.

poniedziałek, 20 marca 2017

Kolejna kołderka. To już 6. Mam pomysły na kolejne dwie.

wtorek, 13 grudnia 2016

Zrobiłam magnesiki na lodówkę. Co jest w nich niezwykłego? Raz że ich środkowa część to po prostu część (zepsuta) komputera. A reszta to sutasz. Połączenie recyklingu z techniką sutasz. 

poniedziałek, 31 października 2016

Takie dodatki zrobiłam siostrze na jej ślub.

Połączenie sutaszu, organzy i perełek.

poniedziałek, 26 września 2016

Uszyłam kolejny patchwork, ale że to był prezent to musiałam poczekać z wpisem do czasu wręczenia.

Jest to już 5 kołderka uszyta przeze mnie. I do tej pory jak na razie również największa (1,60x2,2m).

wtorek, 13 września 2016

Za domem mamy tarasik zadaszony. W tym roku wzięłam się porządnie za niego. Przede wszystkim pomalowałam podłogę (tak podłogę można też malować). Pomalowałam ściany, z dziwnego pseudo zielonego na biały. Od razu zrobiło się lepiej. Przestawiłam moją sofę z palet z "bardziej" dworu na tarasik. Trochę poprzestawiałam to i owo. No i coś mi nadal brakowało. Chciałam coś powiesić na tych białych gołych ścianach. Szukałam, myślałam i wymyślić nie mogłam. No ale ostatnio na targu staroci mi się poszczęściło i znalazłam ciekawe rzeczy.

Taka oto półeczkę:

i taką:

Przemalowałam je.

Do tego jeszcze takie coś:

Pomyślałam, że można na tym coś powiesić.

Miałam lampion schowany w szafie, zielone świeczki i zieloną wiązankę , czy jak to nazwać. Wszystko powiesiłam i ustawiłam i na koniec tak to wyszło.

po lewej w doniczce drzewko avokado z własnej hodowli oraz drzewko mandarynki, również z własnej hodowli (obecnie ma jakieś 5 lat już).

A jak już jestem przy zmianach w ogrodzie to i pochwalę mojego synka. Zrobił hotel dla owadów. Zaczął go robić z dziadkiem, a skończył ze mną. 

Po prawej roślinka, która rośnie jak głupia, ma miliony kwiatków i do której przylatuje mnóstwo motyli. W tym roku zawitał do nas nawet paź królowej, przepiękny motyl. I to trzy różne w przeciągu tygodnia. 

Hotel dla motyli zrobiony z resztek deseczek, odpadków drzewnych, złamanej podstawki pod ciepłe garnki, i kawałka siatki z drobnymi oczkami. Generalnie z resztek i odpadków. 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Dawno nie pisałam. Robię wiele różnych rzeczy: malowanie w domu, przetwory, zmiany w domu i ogrodzie. Trochę czytam, czasem biżutka jakiegoś stworzę. Ale dawno nie robiłam czegoś żeby się było czymś (nowym) pochwalić. A nawet jak zrobiłam... to nie zrobiłam fotek. No ale dzisiaj wreszcie coś nowego.

Od jakoś 10 lat zbieram kieliszki od wódki z nazwami miejsc gdzie byłam: miasta, państwa. Z czasem rodzina i znajomi się dołączyli i z różnych wycieczek przywożą mi różne kieliszki. Miałam taka półeczkę z małymi przegródkami, brązową, ale się przepełniła. Zdobyłam druga i stwierdziłam że chcę z nimi coś zrobić fajnego. Wymyśliłam, że pomaluję obie na biało a na tylną ściankę dam stare mapy. Tak to wyszło. Coś jednak czuję, że niedługo trzeba będzie poszukać kolejnej półeczki...

wtorek, 15 marca 2016

Moja Babcia była posiadaczką niezłego zbioru broszek, których ja nie nosze. Jednak pozbyć się tego głupio trochę, w końcu to pamiątki no i historia. Ale po miesiącach myślenia co z tym zrobić, wreszcie z pomocą przyszedł internet. 

Odczepiłam igły, przykleiłam małe magnesiki i mam teraz fajną kolekcję magnesików na lodówkę. Idealnie się nadają na powieszenie tych wszystkich obrazków moich dzieci na lodówkę. 

niedziela, 06 marca 2016

Miałam nawet nie stary, duży, dość wygodny fotel komputerowy. Niestety materiał się uszkodził i przedarł. Nie używaliśmy go zbytnio i początkowo chciałam się go po prostu pozbyć. Ale ostatnie miesiące pracowałam nad zmianą wystroju czterech pomieszczeń w domu, wiele koncepcji się pozmieniało, więc i pomysł na wykorzystanie fotela się znalazł. Stwierdziłam, że będzie idealnie pasował do kącika książkowego. 

Chciałam tylko narzucić na niego jakiś polarkowy materiał czy coś, żeby chociaż jakoś wyglądał. W zeszłym tygodniu byłam na targach materiałów i znalazłam fajny pasujący materiał, za śmieszne pieniądze. Wczoraj stwierdziłam, że czas zabrać się za ten fotel. Chciałam uszyć jakąś narzutę, ale dosłownie na 5 minut przed robotą stwierdziłam, że czemu nie zrobić raz a dobrze i po prostu zmienić materiał. Jak pomyślałam tak też zrobiłam. Rozkręciłam fotel na części pierwsze. Ściągnęłam materiał i zabrałam się za nakładanie nowego. 4 godziny później fotel wyglądał już tak.

Nie sądziłam, że będzie to takie łatwe. Tapicerka nie jest mi już straszna. No i fotel nareszcie wygląda przyzwoicie. 

piątek, 05 lutego 2016

Kupiłam bilety na samolot tanich lini lotniczych. W innej lini niż zwykle. W tej co zwykle można mieć zwykły bagaż podręczny (przykładowo mała walizeczka na kółkach) plus damska torebka. W tej linii lotniczej wymyślili sobie podział na "mały" i "duży" bagaż podręczny, z czego duży jest płatny. Mały nie. Okazało się że ten mały bagaż musi być krótszy o 5 cm od moich walizeczek. Wkurzyłam się. Wyszperałam odpowiednio mocny materiał i po prostu uszyłam sobie dwie torby. Uszyłam dokładnie na wymiar jaki podaje owa linia lotnicza. Najśmieszniejsze jest to, że torba pojemnościowo jest większa od walizeczki na kółkach. Minus tylko, że muszę ją nieść a nie ciągnąć. No ale mam i są piękne :)

 

poniedziałek, 01 lutego 2016

Zrobiłam sobie stoliczek. Dostałam kawałek pniaka dość sporego drzewa (musiało być ścięte). Nie było ucięte zbyt prosto, więc sporo się namęczyłam, żeby je jako tako wyrównać. Doczepiłam nóżki. Pomalowałam całość lakierem bezbarwnym. I stolik gotowy. jeszcze tylko małe przemeblowanie, znalezienie fajnego fotela i będzie kącik czytelniczy.

 

poniedziałek, 04 stycznia 2016

Zima tutaj nie jest specjalnie mroźna w tym roku. Ale naszło mnie na robienie na drutach, więc zrobiłam trzy czapki. Jedna dla siebie i dwie dla chłopaków. Czapki są banalnie zrobione. Najzwyklejszym ściegiem. Maja uszy lub jak kto woli rogi. 

sobota, 19 grudnia 2015

Jako dziecko byłam zafascynowana po pierwsze bonzai - miniaturkami prawdziwych drzew, a po drugie tymi małymi drzewkami z drutu i kamyczków. Jakoś trzy dni temu wpadłam, zupełnie przez przypadek, na zdjęcia drzew zrobionych właśnie z drutu. Tak mi się one spodobały, że postanowiłam sama zrobić sobie też jedno. Nawet specjalnie nie szukałam tutoriali. Zebrałam swoje druciki i wzięłam się za robotę. I tak zrobiłam swoje pierwsze drzewko z drutu.

Kiedyś kupiłam kilka miniaturkowych doniczek, myśląc, że kiedyś na pewno mi się przydadzą. No i faktycznie. Idealne na moje drzewko.

Jak skończyłam pierwsze drzewko zebrałam krótkie druciki i stwierdziłam, że powinno to starczyć na drugie drzewko. 

Mniejsze drzewko jest przyczepione do kawałka korka z butelki od wina. Duże jest wielkości mniej więcej dłoni.

poniedziałek, 07 grudnia 2015

Zaczęłam duży projekt w domu, a mianowicie remoncik poddasza. Poddasze mamy mieszkalne, całe w drewnie. Idealne powierzchniowo dla moich dwóch chłopaków. Wszystko było ciemno brązowe a ja to przemalowywuje na biało. Idzie powoli ale idzie. Przed malowaniem trzeba było jeszcze okna ładnie obudować, z czego zostało mi trochę resztek boazerii. A wczoraj wpadłam na pomysł jak te resztki wykorzystać. 

Wpadłam na pomysł zrobienia małej choinki z drewna. Kilka deseczek się znalazło w resztkach. Gwoździki, młotek, farba i gotowe. Oprószyłam jeszcze sztucznym śniegiem i gotowe. Chłopaki pomogli mi ją ozdobić i gotowe.

 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Chciałabym sobie uszyć jakąś bluzkę, czy sukienkę. Tylko szycie na sobie nie jest zbyt proste. Najlepiej mieć manekin w odpowiednim rozmiarze. Ale manekin jest dość kosztowny... Wpadłam ostatnio, zupełnie przez przypadek, na fajny tutorial, jak zrobić sobie samemu manekin w swoim rozmiarze. Stwierdziłam, że jest to tak banalnie proste i tanie, że postanowiłam sobie zrobić jeden. Wystarczy stara koszulka, Gruba taśma klejąca, wypełniacz do poduszek plus osoba, która pomoże w oklejaniu siebie taśmą klejącą.

  

Może mój manekin nie jest idealny, ale za to w moim rozmiarze :)

czwartek, 08 października 2015

W weekend jadę odwiedzić koleżankę, która niedawno urodziła córeczkę. Wypada coś przynieść dla dziecka. Co za problem, trzeba tylko iść do sklepu i coś wybrać. Ale... Malutka ma już starszą siostrę. Czyli wszystkie ubranka, zabawki itd ma po niej. Nagle mnie oświeciło. Co jest potrzebne każdemu dziecku?? Pieluchy!!! Postanowiłam zrobić tort z pieluch. 

Jako dodatek dołożyłam dwie zabawki mojej roboty. Słonika i żyrafkę.

Na koniec zapakowałam ładnie i wygląda, jakby kupione w sklepie.

czwartek, 24 września 2015

Wciąż mam nadmiar zielonych pomidorów... Myślałam, że wystarczy mi robienia przetworów na następne kilka miesięcy. Ale zaczęłam się zastanawiać co zrobić z resztą zielonych pomidorów. Więc spytałam Wujka Google. Znalazłam dwa przepisy. 

Zielone pomidory w panierce

Zielone pomidory należy pokroić w plasterki, następnie zamoczyć w roztrzepanym jajku i obtoczyć w bułce tartej. Usmażyć na patelni.

Pyszne!!! Lekko kwaskowate. Pyszne.

Kolejny przepis, który wypróbowałam to dżemik :) Dżemik z zielonych pomidorów. Przepis tradycyjny. Pomidory pokrojone, cukier. Ewenualnie troche soku z cytryny lub limonki.

Pyszny!!!

Serio polecam!

wtorek, 15 września 2015

Na wiosnę dostałam kilka sadzonek pomidorów. Wsadziłam je w doniczki większe i wystawiłam na dwór. Bez sadzenia do ziemi, bez szklarni. Tak po prostu. Stwierdziłam, że jak coś wyjdzie to dobrze, jak nie to nic. No i zaczęły rosnąć. Mocno nawet zarosły. Ładne lato było, mnóstwo słońca i  bardzo ciepłych dni, więc pomidorków się sporo pojawiło, do tego wiele bardzo dużych. Ale we wrześniu przyszła niemalże jesień. Deszcze, wiatry, zimno, brak słońca. Niestety tylko kilka pomidorów się zaczerwieniło, a pleśń zaczęła wchodzić na łodygi i owoce. Poszukałam trochę informacji w internecie i wyszło, że mogę zerwać zielone pomidory, które powinny dojrzeć. Zaczęłam ten busz wycinać i zbierać pomidory. Byłam niesamowicie zaskoczona ile tego wyszło!!!

Jestem przekonana, że wyszło tego jakieś 30kg!!!!! Stwierdziłam, że niektóre są troche gorszej jakości i że można by było z nich zrobić sałatkę z zielonych pomidorów do słoików. To co było potrzebne miałam. 

- cebula 

- czerwona papryka 

- woda (4 objętości)

- ocet (1 objętość)

- cukier (jedna objętość)

- sól, gorczyca, ziele angielskie, liść laurowy, pieprz.

Wszystko trzeba było pokroić (pomógł mi mąż, a i tak zajęło nam to sporo czasu). I poprzekładać w pojemniki przesypując solą i pieprzem.

Wyszło tego 5 dużych misek... Odstawiłam wszystko na noc, żeby pomidory puściły soki. A następnego dnia zabrałam się za robienie płynu, podgotowanie pomidorków w zalewie i przekładanie wszystkiego do słoików. Jak wreszcie udało mi się to skończyć, gotując na 2 wielkie gary, na 4 razy... Wyszło tego 16 litrowych słoików!!!!!!!

Wykończyłam wszystkie słoiki... I już chyba mi wystarczy przetworów na ten rok... No może zrobię jeszcze dżemik z kasztanów jadalnych, ale to w przyszłym miesiącu.

 

niedziela, 06 września 2015

Wakacje się skończyły, rodzinka pojechała, na dworze coraz zimniej się robi. Ale to też czas dojrzewania wielu owoców i warzyw. Moje pomidorki się czerwienią. Ciągle robię jakieś dżemiki i nalewki z owoców, które dostaję od różnych osób. Spiżarka się zapełnia powoli. Uwielbiam to. 

Kuchnię mam całkiem sporą, ale zawsze dodatkowa półka, szafka, schowek jest mile widziany. Dlatego postanowiłam wykorzystać ostatnie miejsce w kuchni, które jeszcze nie było zagospodarowane. Między ostatnia szafką a oknem miałam taką przerwę dość sporą. Wymyśliłam, że można zrobić tam taki stoliczek z półeczka na kółkach plus powiesić na ścianie półki na rożne przyprawy i inne różne różności. Stolik zrobił mi mój zdolny tata :)

   

Na stoliczku dzisiejsze przetwory plus ziemniaczki, które się same zasadziły plus okragly kabaczek od sąsiadów. 

Półeczki zawiesił małżonek. Teraz mam więcej miejsca na tysiące przypraw jakie mam w kuchni...

A tak to wygląda razem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
monitoring pozycji