Robótki ręczne *na winie* , co się nawinie, to zostanie wykorzystane w kreatywny sposób, czyli szaleństwa robótkowe mamy po godzinach.

Strona główna

wtorek, 28 lutego 2012

Ale mnie wciągnęło robienie sutaszu…

I ciągle myślę co zrobić następnego, jaki kamyk wykorzystać i jaki kolor sznurków wybrać. 

Pokażę Wam komplecik kolczyki i wisiorek. Kamyki pochodzą ze starych pierścionków mojej babci. Jak widzicie w moim domu nic się nie zmarnuje :P

Tym razem poszło mi szybciej, wzór wyszedł w czasie zszywania sutaszu.

 

niedziela, 26 lutego 2012

Odkryłam tą technikę dopiero niedawno i od razu zapragnęłam sama zrobić coś tak pięknego. Sutasz to po prostu specjalny sznurek, z którego robi się piękną biżuterię. Kamienie i koraliki w różnokolorowych sutaszowych zawijasach. Kolczyki, wisiorki ale i całe naszyjniki czy bransoletki. Coś pięknego ale i pracochłonnego. Wszystkie sznurki są ze sobą zszyte igłą i nitką, więc jest to rodzaj haftu. Technika ta była znana już w starożytnych Chinach, ale została zapomniana. Swoją obecną popularność sutasz zyskał dzięki Dori Scengeri z Izraela, projektantki biżuterii.

Pokażę Wam jak zrobić najłatwiejszy sutasz. Żeby rozpocząć tworzenie trzeba mieć:

- sznurki sutasz (różnego koloru),

- jakiś kamyk lub większy płaski koralik,

- koraliki,

- igłę,

- nitkę w kolorze sutaszu,

- filc w dwóch grubościach (ewentualnie tylko cieńszy 3mm),

- klej introligatorski (lub inny mocny).

Na początek trzeba przykleić główny punkt sutaszu (kamień) na grubszy filc. Ja miałam jeszcze dwa szkiełka które zrobiłam na kursie jakiś czas temu. Nakleiłam je na cieńszy filc, bo tylko taki miałam. Po przyklejeniu trzeba odłożyć do wyschnięcia.

 

Po przyklejeniu należy przyciąć filc do kształtu kamyka. A następnie zacząć przyszywanie sznurków (2-3 na raz, w zależności od własnego pomysłu).

 

Kamień obszywa się sutaszem dookoła, a następnie tworzy dalsze zawijasy, wszywając w międzyczasie różne koraliki. Dobrze jest mieć pomysł i rysunek przed zabraniem się za szycie.

 

Po skończeniu tak wygląda tył gotowego kolczyka.

 

A tak przód. Skończony kolczyk trzeba przykleić do kawałka filcu, najlepiej 3mm grubości  (zasłaniając nieładny tył).

 

Tak wygląda po skończeniu.

 

A tu prezentacja skończonego kolczyka.

Zrobienie 2 kolczyków - około 2 godziny

 

czwartek, 23 lutego 2012

O decoupage powiedziała mi moja świetna koleżanka. Wydało mi się to dość ciekawe, ale dopiero po zagłębieniu się w temat i zobaczeniu przykładów takich dzieł, postanowiłam coś zrobić.

Decoupage to technika ozdabiania różnych przedmiotów, polegająca na przyklejaniu różnych kształtów wyciętych z papieru lub serwetek. Można przyklejać na wszelakie odpowiednio przygotowane powierzchnie takie jak: drewno, ceramika, szkło itd. Po naklejeniu papieru maluje się powierzchnię kilkakrotnie lakierem, że na koniec przedmiot ma gładką powierzchnię, a papierowy obrazek wygląda jak namalowany. Dodatkowo można użyć specjalnego lakieru, który daje efekt rys i jakby „postarza” dany przedmiot. Decoupage jest znany od kilku tysiącleci i pochodzi z Syberii.

Jakieś trzy tygodnie temu wyplotłam z papierowej wikliny tackę z uszami. Dno wycięłam z tektury. Pomalowałam całość (oprócz dna tacki) brązową bejcą do drewna, dwoma warstwami. Kupiłam specjalną farbę do decoupage w kolorze „Namib Sand” (akrylowa, do wszelakich powierzchni, wodoodporna). Pomalowałam nią dno tacy dwukrotnie.

 

Po wyschnięciu dałam jeszcze kolejne 2 warstwy uniwersalnego preparatu do decoupage 3 w 1 (podkład klej, lakier). Wycięłam z serwetki różyczki i płatki róży.

 

Przykleiłam wycięte elementy do tacy zaraz po pomalowaniu trzecią warstwą wyżej wymienionym preparatem.

 

Poczekałam aż wyschnie i pomalowałam jeszcze 3 razy. Następnie znowu bejca, po raz trzeci,  tym razem również dno tacy, ale część farby starłam chusteczką, żeby tylko jej odrobina została. Na koniec pomalowałam całość lakierem bezbarwnym.

A oto moje dzieło po wyschnięciu.

 

poniedziałek, 20 lutego 2012

W niedzielę miałam pojechać na targi materiałów, a potem napisać o tym i pochwalić się co zrobiłam ze swoich zakupów… Miałam… Niestety w sobtę w nocy ktoś wjechał w nasz samochód masakrując go doszczętnie, rozwalając murki od trzech domów i mało nie wjeżdżając w dom lub garaż nam lub sąsiadom…

 

Mimo, że nie pojechałam kupić tego co chciałam, zostanę przy temacie tych targów. Są to targi organizowane w całym roku kilkanaście razy w różnych miastach. Byłam już chyba trzy razy na nich i za każdym razem wracałam z siatą materiałów i głową pomysłów. Jak to wygląda. W dużej hali wystawowej ustawione jest mnóstwo stoisk z wszelakimi materiałami, maszynami do szycia, nićmi i innymi pasmanteryjnymi rzeczami. Można tam kupić chyba wszystko za całkiem przystępne ceny. W moich poprzednich zakupach znalazły się materiały na zasłonki, firanki, nosidełko, kołderki patchworkowi i wkłady do nich.

 

Pokażę Wam dwa inne przykłady moich robótek po zakupach na takich targach materiałów.

Firanki:

 

Zasłonki:

Pracy przy nich dużo nie było bo to tylko podszyć, doszyć pasek na specjalne haczyki oraz zakończenie firanki.  

 

 

piątek, 17 lutego 2012

Siostra znalazła bardzo ciekawy przepisie w czeluściach Internetu. Jest to przepis na ciasto dla dwóch osób z mikrofalówki. Zrobienie trwa dosłownie 5 minut.

Składniki:

- 3 łyżki mąki

- 3 łyżki cukru

- 3 łyżki kakao

- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

- 1 jajko

- 2 łyżki oleju

- 2 łyżki mleka

 

Wszystkie składniki należy razem połączyć i dobrze wymieszać. Ciasto wlać do 2 kubków, które mogą być używane w mikrofali. Mikrofalówkę nastawić na najwyższą moc i piec 3-4 minuty. Dodatkowo do ciasta można dodać bakalie lub orzechy. PO wyjęciu ciasta z kubka można je polać polewą, przekroić i przełożyć kremem lub obłożyć bitą śmietaną. Idealne na nagłe i niespodziewane wizyty :)

Ciasto jeszcze w kubku.

Smacznego!!

 

 

poniedziałek, 13 lutego 2012

Specjalnie nie jesteśmy z mężem „walentynkowi”, ale zawsze to okazja na zrobienie kartki walentynkowej techniką haftu matematycznego. Pierwszy raz spotkałam się z tym przed Bożym Narodzeniem, ale miałam już zrobione wcześniej kartki i odłożyłam ta technikę na później. Jestem pewna, że jeszcze wielokrotnie wrócę do tego tematu. Zwłaszcza, że oczywiście mam mnóstwo pomysłów do zrealizowania z tym haftem.

Wczoraj stawiałam „pierwsze kroki” w hafcie matematycznym. Nie miałam żadnego szablonu (na początek chyba najłatwiej wykorzystać szablon), czy doświadczenia w takim hafcie (w hafcie jako tako to oczywiście doświadczenie mam).

Na początek potrzeba:

- kartonik

- szablon (ewentualnie)

- szpilka/szpikulec (do robienia dziurek)

- nici (kordonek, mulina, inne nici)

- igła

- taśma klejąca

Mając wzór sprawa jest prosta. Należy go przyłożyć do kartonika i zrobić dziurki. Ewentualnie wymyślamy własny wzorek. Ja robiłam sama dziurki. Dziurki trzeba robić od przedniej strony kartki (na spodniej części dziurki są wypukłe).

 

Zaczynamy od dołu, przyklejając koniec taśmą klejącą końcówkę nitki.

 

Następnie od strony przedniej przewlekamy nitkę po kilku dziurkach (trochę za daleko zaczęłam, trzeba było przejść igłą po 2-4 dziurkach, ładniejszy byłby efekt na końcu).

Następnie od dołu idziemy igłą do następnej dziurki. 

 

Od strony przedniej cofamy się do drugiej dziurki (zawsze następnej po wcześniej użytej).

I tak za każdym razem. 

 

Tylna strona.

 

Skończone serduszko.

 

Skończone serduszko, strona tylna.

 

 Na koniec moje kartki. Tylna strona każdego kartonika z haftem jest przyklejona do kartki.

 

 

Czas wykonania 4 kartek: 1-1,5 godziny.   

niedziela, 12 lutego 2012

Ciągle czekam na zamówione materiały.  Będę je miała za około
tydzień i wtedy zaprezentuję Wam kilka nowych rzeczy. Sama nie mogę
się doczekać kiedy je zrobię.

Dzisiaj pokażę naszyjniki wielowarstwowe zrobione na prezent. Sposób
wykonania znajduje się w jednym z wcześniejszych postów.  

 

Naszyjnik dla dziewczynki.

 

 

czwartek, 09 lutego 2012

Nareszcie zrobiłam to, co odkładałam dobre dwa miesiące „na jutro”. Tym razem jest to mały albumik, ze zdjęciami najbliższej rodziny dla dziecka. Znam ten pomysł odkąd mój starszak był malutkim dzidziusiem… Ale gdzie ja to wyczytałam, albo kto mi o tym powiedział to nie wiem… Albo samo wpadło do głowy… Oj pamięć już nie ta :P

Od narodzin dziecka można zaobserwować wiele różnych etapów rozwoju. Po skończonym 3 miesiącu nagle maluszek zaczyna reagować na rodzica i otoczenie, śmiać się z czegoś, bawić. W wieku 5-6 miesięcy zaczyna się robić coraz bardziej aktywny. Przekręca się na brzuszek i plecy, zaczyna przygodę z raczkowaniem. Natomiast około 7-8 miesiąca życia pojawia się pierwszy lęk separacyjny. Dziecko zaczyna płakać jak mama nagle zniknie z oczu, nawet jeśli jest to tylko na chwilkę. Obce osoby mogą stać się nagle bardzo przerażające. Nawet babcia widziana tydzień temu może wywołać atak histerii… Już nie mówiąc o babci i dziadku widzianym co kilka miesięcy, z racji mieszkania na obczyźnie. Innym tego typu okresem jest  wiek około 2 i 3 lat. Dla dzieci, z którymi mamy spędziły pierwsze lata życia w domu, pójście do przedszkola może być traumatycznym przeżyciem. Mama nagle znika i zostawia malucha w obcym miejscu z obcymi dziećmi i paniami.

Mój albumik jest zrobiony właśnie z myślą o lęku separacyjnym u dziecka w każdym wieku. Zrobiłam go teraz dla mojego młodszego synka, a 3 lata temu bardzo podobny dostał mój starszy synek. Starszy nosił swój albumik do żłobka, żeby w momencie żalu pani mogła pokazać zdjęcia mamy i taty. Ponadto pokazując zdjęcia osób rzadziej widywanych, jest szansa że maluch nie przestraszy się i nie zacznie płakać po spotkaniu z dawno nie widzianą babcią. I może będzie w stanie sam zostać z babcią czy dziadkiem, dzięki wcześniej pokazywanym zdjęciom. Dla starszaka taki albumik zabrany do przedszkola może być talizmanem, który można obejrzeć w chwili smutku. Bawiąc się z moim starszakiem (miesiące temu) wymyślałam również zabawy z albumikiem „pokaż gdzie jest babcia…”, „a kto to jest…”itd.

Zrobienie tego typu albumika jest banalnie proste. Wystarczy kilka zdjęć najbliższej rodziny (mama, tata, brat/siostra, dziadkowie, ciocie, kuzynki, itd.), kolorowy brystol, wstążka, dziurkacz i cokolwiek do ozdobienia (naklejki, stempelki itd.).

Na każdą kartkę z brystolu należy przykleić jedno zdjęcie członka rodziny, dziurkaczem zrobić dziurki i połączyć wszystko w książeczkę jakąś wstążeczką. I gotowe. Oczywiście można podpisać wszystkie zdjęcia, zrobić fajną okładkę, dedykację, wpisać wierszyki, narysować coś, wpisać historyjki/bajki do czytania przy oglądaniu, nakleić naklejki, postęplować kartki i co tylko przyjdzie jeszcze do głowy.

Mój maluch uwielbia koty, więc do albumu powklejałam przeróżne naklejki z kotkami.  

 

Czas wykonania: 20 minut – 1 godzina

    

niedziela, 05 lutego 2012

Dzisiaj w Be jest „dzień rzemiosła” (w wolnym tłumaczeniu). Tego typu dni (ale o różnych tematykach) organizowane są kilka razy do roku. Zasada zawsze jest ta sama. Dzisiaj można było odwiedzić domuy prywatnych ludzi (którzy wcześniej oczywiście się zgłaszają, żeby wziąć udział w takim wydarzeniu), którzy zajmują się jakimś rzemiosłem. Czy to zawodowo, czy bardziej hobbystycznie. Odwiedziliśmy z rodzinką trzy takie miejsca.

Najpierw pojechaliśmy odwiedzić małżeństwo zajmujące się różnymi technikami jak filc, mozaika, robienie biżuterii z fimo, robienie biżuterii ze srebra. Moim marzeniem jest mieć taką fajną pracownie jaką u nich widziałam. Oprócz rzeczy , które sami robią i sprzedają, organizują oni również warsztaty i mini kursiki dla dorosłych i dzieci. Uczą na nich wyżej wspomnianych technik. Najbardziej podobały mi się ich mozaiki: obrazki, lustro, stół, krzesełko, kule, swieczniki itd. Jest to technika na mojej liście „do zrobienia”. Druga rzecz, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie to robienie poniekąd przestrzennych obrazów za pomocą materiału, który moczy się w specjalnym kleju i tworzy tym samym dzieło – obraz. Bardzo miło mi się z nimi rozmawiało. Kto wie może kiedyś wrócę tam i wezmę udział w jakimś warsztacie.

W kolejnym miejscu mogliśmy się dowiedzieć i zobaczyć jak robi się czekoladki (praliny) oraz przeróżne czekoladowe figurki. Jest to mała rodzinna przydomowa wytwórnia czekoladek. Dziewczyna robiąca czekoladki pracuje tam na cały etat. Pracuje w małym pokoiku, w którym znajdują się trzy maszyny ciągle podgrzewające i mieszające trzy rodzaje czekolady. Dookoła różne formy i foremki na praliny o różnych kształtach i wielkościach, lodówka i wszelakie inne niezbędne przedmioty do robienia czekoladek. Mogliśmy również spróbować pralinek, które powstały na naszych oczach. Mniam, bajka.

Na koniec pojechaliśmy do wytwórcy bio-wina. Na swoim podwórku ma mini plantację winogron, a w piwnicy cały sprzęt do robienia dość sporej ilości wina (białego i czerwonego). Po oprowadzeniu nas i pokazaniu całego winiarskiego "osprzętu" była oczywiście degustacja. Bardzo mi smakowało ich słodkie białe wino.

Bardzo podoba mi się idea organizowania takiego dnia. Dla tych ludzi to świetna reklama, a ja mogę zobaczyć co inni tworzą i mogę nauczyć się czegoś nowego, czy znaleźć nową inspirację. We wszystkich tych miejscach spotykaliśmy sporo innych ludzi zainteresowanych danym rzemiosłem.

Na koniec, żeby to nie było tylko moje opowiadanie, wrzucam zdjęcie kolejnego naszyjnika z filcu jaki ostatnio zrobiłam.

 

czwartek, 02 lutego 2012

Tak zimno na dworze, że aż się nie chce wychodzić z ciepłego łóżka. Koce i ciepłe kołdry są obecnie bardzo pożądane. Dlatego na dzisiaj pokażę Wam moje kołderki - patchworki.

Patchwork to technika polegająca na zszywaniu ze sobą kawałków różnych materiałów. Można to wykorzystać do zrobienia kołderki, poduszki, torebki itd. Quilt (czyli kołderka z patchworkiem) był szyty już w starożytnym Egipcie. Do Europy trafił w około XII wieku wraz z krucjatami. W Stanach Zjednoczonych tworzenie takich kołderek było bardzo popularne w XVIII i XIX wieku.

Do tej pory uszyłam już dwie kołderki. Oto moja pierwsza kołderka. Nie miałam jeszcze wtedy maszyny do szycia i od samego początku do samego końca uszyłam wszystko ręcznie. Zajęło mi to około pół roku (wieczorami z przerwami po kilka dni, czy tygodni).

 

Zaczęłam od znalezienia wzoru, który mi się podobał. Najpierw wycięłam odpowiednią ilość sześcianów. Potem pozszywałam pojedyncze „kwiatki”. Następnie połączyłam kwiatki we wzór i doszyłam boki. A na koniec dodałam spód oraz warstwę ocieplającą do środka i wszystko przeszyłam, łącząc ze sobą.

Podobnie zrobiłam z drugą kołderką. Tym razem było nieco łatwiej. Miałam już maszynę do szycia i wzór był dużo łatwiejszy. Szycie zajęło mi „tylko” trzy miesiące (szyłam wieczorami, ale nie codziennie). 

Rozmiary obu kołderek to około 1,9mx1,6m.

 

W planach mam kolejną kołderkę. Materiały czekają, ale jakoś nie mogę się zabrać do szycia. Może mnie trochę postymulujecie i wreszcie się za to zabiorę.  

Oydwie kołderki robiłam z myślą o moich dzieciach.  

 

 

monitoring pozycji