Robótki ręczne *na winie* , co się nawinie, to zostanie wykorzystane w kreatywny sposób, czyli szaleństwa robótkowe mamy po godzinach.

Strona główna

poniedziałek, 28 listopada 2011

Mój mąż uwielbia nosić koszulki bawełniane. Gdy któraś jest już na tyle brudna, że nawet "najlepszy" proszek nie jest w stanie sobie poradzić z plamą, odkładam ją do późniejszego wykorzystania.

Tiszert zawdzięcza swoją nazwę (Ang: T-shirt) z podobieństwa do litery T. Ten rodzaj odzieży powstał w XIX wieku. Zyskał dużą popularność w amerykańskiej armii, a następnie został wypromowany przez różnych aktorów zaczynając od Marlona Brando w „Tramwaju zwanym pożądaniem”. Obecnie tiszert, a w zasadzie to co można na nim wydrukować jest niemalże sztuką. Może być to śmieszny tekst, reklama, zdjęcie dziecka, ulubiony aktor, dzieło sztuki itp., itd. Dla mnie jednak jest ważna sama koszulka.

Ze zwykłych jednokolorowych koszulek można zrobić wiele ciekawych przedmiotów. Ja zrobiłam torebkę dla dziewczynki.

Wykorzystałam do tego około półtorej koszulki rozmiaru L. Jedna biała i jedna czarna. Koszulkę należy pociąć na jeden długi pas. Zaczynając od samego dołu koszulki należy ciąć około 1,5-2 cmszerokości pas i ciąć dookoła koszulki, dochodząc do samej góry (aż nie da się już więcej ciąć). Zrobiłam jeden długi warkoczyk (dwa białe sznury i jeden czarny).

A następnie zaczęłam zszywać warkoczyk w koło aż powstała torebka (nie wykorzystałam całego warkocza). Dorobiłam pasy (dwa zszyte obok siebie warkocze). Kawałek koszulki wszyłam do środka torebki, jako warstwę wewnętrzną. Doszyłam suwak i torebka gotowa.

 

Nie jestem w stanie powiedzieć jak długo mi zajęło zrobienie takiej małej torebeczki bo do samego końca nie wiedziałam co zrobię (pierwotnie myślałam o chodniczku). W międzyczasie powstała też niezliczona ilość innych dzieł.      

piątek, 25 listopada 2011

Kilka dni temu zrobiłam bransoletki dla kuzyneczek moich dzieci. Tym razem do paczuszki dorobiłam jeszcze pierniczki i zapakowałam wraz z innymi słodyczami.

Uważam pierniczki za bardzo fajny prezent dla całej rodziny, czy znajomych i sąsiadów. Wystarczy zapakować kilka-kilkanaście własnoręcznie zrobionych pierniczków i podarunek gotowy. Dodatkowo wycinanie i ozdabianie można zlecić dzieciom.

Pieniki znane są już od średniowiecza. Był to produkt luksusowy, a receptury najlepszych pierników, były objęte tajemnicą. Nasze najbardziej znane pierniki pochodzą z Torunia, gdzie pieczone są już od XIV wieku. Istnieje legenda, która opowiada o Katarzynce, córce młynarza. Miała ona przygotować wypieki na przyjazd króla do Torunia. Pszczoły podpowiedziały jej, by do swoich wypieków dodała miodu. Królowi tak zasmakowały jej ciasta, że zaczął wysławiać owe pierniki. Stąd też nazwa niektórych pierników – Katarzynki. Najważniejszym składnikiem tego rodzaju ciast i ciasteczek jest właśnie miód i przyprawy korzenne.

Ja piekłam moje ciasteczka z tego oto przepisu:

PIERNICZKI

- 2 i ¼ szklanki mąki

- ½ cukru pudru

- 1 jajko

- 5 łyżek miękkiego masła

- ¼ szklanki miodu

- 1 łyżeczka sody

- przyprawa do piernika (3 łyżeczki lub więcej)

- ewentualnie dodatkowo 2 łyżki kakao dla ciemniejszego koloru

 

Wszystkie składniki należy wymieszać na stolnicy i dobrze wyrobić ciasto. Rozwałkować i wycinać pierniczki. Układać na blaszce wyłożonej papierem i piec około 10 minut w 180 stopniach.

W pierniczkach można również zrobić witrażyki. Należy wyciąć otworek w ciastku i nasypać do niego kawałki landrynek (pod wpływem temperatury roztopią się i rozleją zapełniając cały otworek.

Po ostudzeniu pierniczki można polukrować. Wystarczy dobrze wymieszać niewielką ilość soku z cytryny z cukrem pudrem (dość sporo) do uzyskania gęstej masy. Po polukrowaniu każdego ciasteczka można dodatkowo przyozdobić czekoladowymi wiórkami lub innymi tortowymi ozdobami (przed wyschnięciem lukru).

Z wycinaniem foremkami ciasta oraz ozdobieniem ich świetnie dają sobie rade nawet dzieci poniżej 3 lat.

Pierniczki można robić już na miesiąc przed Świętami Bożego Narodzenia. Należy je tylko przechowywać w szczelnym pojemniczku.

 

Gdy moje pierniczki nareszcie były suche, zrobiłam paczuszki Mikołajkowe. Na przezroczystej foli do pakowania zrobiłam mała kupkę z przysmakami. Znalazły się na niej ciasteczka speculos (tutejszy specjał), mandarynki, czekoladki, lizaki, pierniczki oraz wcześniej zrobione bransoletki. Po związaniu wygląda to tak:

 

Czas wykonania pierniczków: około 2-3 godzin (pieczenie i ozdabianie).

wtorek, 22 listopada 2011

W mojej rodzinie nigdy nie obchodziliśmy Mikołajek. Jednak tutaj każde dziecko oczekuje prezentów tego dnia. Ja nie jestem zwolenniczką ogromnych prezentów na każdą okazję (tutaj Mikołajki, na Gwiazdkę, a potem jeszcze na Nowy Rok), dlatego co roku robię tylko małe upominki, głównie ze słodyczy i małego prezenciku. W tym roku postanowiłam zrobić dla małych kuzyneczek moich dzieci bransoletki z koralików.

Czym jest jednak dzień Świętego Mikołaja to chyba niewiele z nas tak naprawdę wie. Ponadto w każdym kraju inaczej ten dzień jest obchodzony i inne ma tradycje. Sinterklaas, bo tak się nazywa tutaj to święto dla dzieci, jest obchodzone 5 grudnia w Holandii i 6 grudnia w Belgii. Mikołaj przybywa statkiem parowym do Holandii w pierwszą sobotę po dniu świętego Marcina (8 listopad), a płynie z Hiszpanii. Do Belgii płynie do Antwerpii, gdzie witany jest przez dużą grupę dzieci, które śpiewają mu piosenki. Wzięło się to zapewne z historii, gdyż w XVI wieku do Holandii przybywały statki z bardzo wartościowymi produktami, właśnie z Hiszpanii. Stąd i wierzenie, że również Mikołaj musi stamtąd przypływać. Ubrany jest w szaty biskupie, na głowie ma czerwoną czapkę mitrę, a w ręku pastorał.

 Od dnia jego przybycia, dzieci mogą stawiać wieczorem buciki przy kominku, a rano (jeśli były grzeczne) znajdują w nim małe podarunki (słodycze), a 5 grudnia duży prezent. W XV wieku, w kościele Sint Nicolaaskerk w holenderkim mieście Utrecht, biedni zostawiali swoje buty w kościele (5 grudnia), a bogaci wkładali do nich różne prezenty. Innym zwyczajem jest zostawianie marchewki lub szklanki mleka dla Mikołaja. W tym okresie bardzo popularne są czekoladowe litery, marcepanowe figurki, speculaas (rodzaj ciasteczek) i inne smakołyki.

Sinterklaas ma też swojego pomocnika Zwarte Piet (Czarny Piotrek), który nosi worek z prezentami i wchodzi do wszystkich domów, żeby włożyć prezenty do bucików. Jest to akrobata i żartowniś (od II Wojny Światowej Czarnych Piotrków może być kilku).

Natomiast amerykański Santa Claus wywodzi się właśnie od holenderskiego Sinterklaas (holenderscy imigranci rozpowszechnili to święto). Więc postać Mikołaja, który przybył do nas z Ameryki, tak naprawdę pochodzi z Holandii.

Bransoletki zrobiłam z koralików i żyłki. Oto wzory:

 

 

A to efekt końcowy:

 

Czas wykonania: 3 bransoletki około 2 godziny.

 

sobota, 19 listopada 2011

Chustowanie to nie nowa moda, ale sposób na bycie z dzieckiem blisko i w każdej sytuacji. Ponadto to właśnie chusty były pierwsze (wykorzystywane na całym świecie od początku ludzkości), a wózek pojawił się dopiero dość niedawno. Jest to wynalazek Wiliama Kenta z 1733roku. W Polsce pierwsze wózki pojawiły się dopiero pod koniec XIX wieku.  

Przy pierwszym dziecku nie zagłębiłam się w ten temat z prostego powodu… Miałam do dyspozycji nosidło na jedno ramię i synkowi było w nim bardzo niewygodnie (mi też). Dopiero przy drugim dziecku poczytałam trochę więcej i zakupiłam chustę wiązaną, w której można nosić nawet najmniejsze dzieci. Wybór był bardzo trafiony i dość często jej używałam.

Ale dlaczego chusty… Taki sposób noszenia dziecka jest bardzo wygodny i daje dużą swobodę ruchów (ma się wolne ręce). Dziecko noszone w ten sposób czuje bliskość mamy, nawiązuje z nią więź, a dzięki dodatkowemu huśtaniu mniej płacze (poczucie bezpieczeństwa i warunki podobne jak w brzuchu mamy). Mówi się, że dziecko noszone w chuście szybciej i więcej się uczy oraz jest mądrzejsze. Nic dziwnego, może przecież obserwować świat z wysokości i rozglądać się naokoło dzięki czemu jego mózg cały czas jest stymulowany. Taki sposób noszenia dziecka ma wiele zalet.

Jest wiele rodzajów chust, wiele sposobów noszenia. Mi najbardziej odpowiadała chusta wiązana, podczas pierwszych miesięcy życia drugiego synka, lecz dzieci szybko rosną i musiałam pomyśleć o czymś innym. Postanowiłam uszyć nosidełko Mei Tai, czyli 3 pasy i prostokąt (mniej więcej). Oto orientacyjne długości mojego nosidła (ale rozmiary mogą być różne w zależności od wielkości/wieku dziecka). Wysokość ok 49cm, szerokość ok 39cm, długość dolnego paska ok 2m, długość górnych pasków po 2m, szerokość pasków 10cm.

 

Część główna mojego nosidła składa się z dwóch kawałków zewnętrznego materiału (na przedniej stronie dodatkowo doszyłam kieszonkę), jednego kawałka materiału (bardzo mocnego) i jednego wypełniacza w środku (by chusta była ciepła i mocna – idealna na jesień i zimę). Do tego pasy, które mogą mieć od 1,6 do 2m. Wszystko pozszywane po dwa razy dla pewności, żeby Mei Tai było mocne i bezpieczne.

Jestem bardzo zadowolona z mojego dzieła. Jak Malucha męczą wyrzynające się ząbki lub jest bardzo marudny z innego powodu, biorę chustę i razem z nim robię co sobie zaplanowałam, a on się uspokaja i obserwuje świat. Jest to też idealne rozwiązanie, gdy prowadzenie wózka jest niemożliwe (spacer po górach, lesie itd.). Polecam też chusty podczas lotu samolotem. Zdarza się, że na lotniskach przy niektórych wyjściach (nawet na lotnisku w Warszawie w nowej części) nie ma windy… Do tego trzeba sprawnie dotrzeć do autobusu, a następnie do samolotu. Dla nas chusta w takiej sytuacji okazała się wybawieniem. Podczas wsiadania i wysiadania z samolotu jednego synka miałam w chuście, drugiego prowadziłam za rękę, a mąż niósł złożony wózek. Dzięki temu wszystko odbyło się sprawnie i bez zbędnych stresów. Zdecydowanie polecam.

A oto moja chusta.

 

Czas wykonania: 2 godziny

 

środa, 16 listopada 2011

Przyznaję się bez bicia, że jestem molem książkowym. Mam zwykle kilka zaczętych książek, które czytam w zależności od dnia, czy humoru. Kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że brakuje mi porządnych zakładek, gdzieś je wszystkie wcięło. I tak w mojej głowie zrodził się pomysł… 

Zakładki do książek zaczęły się pojawiać wraz z powstawaniem książek. Najwcześniejsze datowane są na średniowiecze, ale prawdopodobnie już wcześniej zwoje papirusu były jakoś zaznaczane (niektóre miały nawet po 40m długości). W całej historii zakładek, przyjmowały one różne kształty i formy, a robione były z przeróżnych tworzyw: papieru, drewna, metalu, przędzy, jedwabiu itd. W XVIII i XIX wieku pojawiły się książki z doczepioną do nich specjalną wstążeczką (do dziś spotykane).

Moja zakładka została tak naprawdę zrobiona przez mojego trzylatka. Dałam mu odpowiedniej wielkości kartonik (kolorowy), kredki i flamastry oraz inne ozdóbki.

Namalował mi piękne, jak na swój wiek, rysunki (na jednej stronie jest kotek na drugiej ja), dokleił co chciał, dołączyliśmy wstążeczki (zbierane z nowych ubrań takie dodatkowe wstążki utrzymujące ciuch ładnie na wieszaku - ja zawsze je odcinam i wkładam do pudełka). A na koniec wykorzystałam dwie przezroczyste "naklejki" (inny skrzętnie zbierany ”odpadek”) i zakleiłam z jednej i drugiej strony - wygląda jakby zakładka została zalaminowana (to też jest jakaś możliwość). Nie mając takich dużych przezroczystych naklejek, czy możliwości zalaminowania, można też użyć foliowe okładki na książki, którymi okleja się przykładowo szkolne podręczniki. Oczywiście inne techniki ozdabiania są możliwe, w zależności od posiadanych materiałów i wieku dziecka.


Po skończonej jednej zakładce postanowiliśmy z Maluchem zrobić jeszcze 4 kolejne tym razem dla dziadków na prezent :) Młody miał przy tym dużo zabawy, wykazał się kreatywnością plus bardzo się cieszył z razem spędzonego czasu.



 Czas wykonania: 5 zakładek ok. 2 godziny

sobota, 12 listopada 2011

Obiecałam instrukcję do mojego nowego naszyjnika, więc proszę bardzo.

W miseczce trzeba przygotować 5-6 rodzajów koralików (różne rozmiary, kolory).

Następnie nawlekamy je losowo na żyłkę (najmniejsze koraliki po 3 – później traktujemy je jak jeden koralik). Trzeba nawlec ok. 50cm (na pojedynczy sznur) – 100cm (podwójny, potrójny sznur).

A następnie zaczynając od zwykłego węzełka zaczynamy zabawę z szydełkiem (lub na palcach) pierwszy sznur. Poniżej schemat jak to mniej więcej wygląda.

 

Oczywiście po każdym koraliku trzeba naciągnąć żyłkę, żeby ten nie miał możliwości zsunięcia się. Mi osobiście łatwiej robi się ten naszyjnik na palcach – wychodzi dużo gęściejszy. Tak to wygląda.

 

Robiąc naszyjnik z jednego sznura wystarczy zrobić około 20-25cm na szydełku / na palcach i zakończyć naszyjnik. Potrzeba nam: łańcuszek (można kupić na metry), zapięcie, plus małe metalowe koraliki (takie do zgniatania).

 

Jeśli naszyjnik ma być grubszy (tak jak w poprzednim poście) trzeba zrobić 2-3 sznury po 30-35cm. Żeby je ze sobą połączyć należy uciąć dodatkowy kawałek żyłki (ok.50 cm) i poprzeplatać, tym dodatkowym kawałkiem bez koralików, wszystkie sznury (przechodząc przez węzełki, koraliki, obwiązując itd.). Dzięki temu uzyskuje się dość gruby naszyjnik. Na koniec należy tylko wszystko wykończyć (połączyć z łańcuszkiem, łańcuszek z zapięciem i dopasować długość łańcuszka, do pożądanej długości).

Poniżej naszyjnik z jednego sznura (jest nie tak ciężki jak z dwóch-trzech).

 

Czas wykonania: godzina

 

PS. Jeśli coś jest niejasne i chcielibyście żebym dokładniej wytłumaczyła to proszę piszcie!!  

czwartek, 10 listopada 2011

Pierwsze plecionki zaczęto wyrabiać w paeolicie, głównie w Azji i Afryce. Do plecenia różnych przedmiotów wykorzystywano trawy, słomę, pędy drzew, łyko, paski skóry, czy sznurka. Dało to później początek tkactwu.

Wiklina to po prostu młode pędy różnych gatunków wierzb. Wikliniarstwo zaczęło się intensywnie rozwijać na terenie obecnych Niemiec w  XVIII wieku, a dopiero po tym w Polsce. Z wikliną kojarzą się przede wszystkim wszelakie kosze i koszyki oraz meble. Wikliną można zająć się również w warunkach domowych, pod warunkiem jej zakupu. Dużo łatwiej jest jednak swoją „wiklinę” zrobić… z papieru. 

Wiklina papierowa to nic innego jak stare nikomu niepotrzebne gazety. Można z nich zrobić wiele różnych rzeczy. Okrągłe koszyki, duże prostokątne kosze, oplecione butelki, wazony, pudełeczka itd. 

Kiedyś zrobiłam taki oto koszyk. Przechowuje w nim różne różności. Tym razem zrobiłam pojemniczek na długopisy do pracy.

Aby rozpocząć wyplatanie, trzeba najpierw zrobić papierowa wiklinę. Zwykłą gazetę należy przeciąć na 4 pasy.

     

Z każdego paska (ok 6-7cm) należy zrobić rurkę. Do jej zrobienia świetnie nadaje się patyczek szaszłykowy. Zaczynając od jednego rogu kawałka gazety nawija się gazetę (dość ściśle), tworząc tym samym rurkę. Końcowy rożek trzeba skleić klejem (nie taśmą klejącą), żeby się rurka nie rozkręciła. Po zrobieniu ok 30 – 50 takich rurek można zabrać się do dalszej pracy.

 

 Zaczynamy od 4 rurek złożonych na pół.

 

Gdy „gwiazda” jest gotowa, zaczynamy przeplatanie. Można przeplatać jedną rurką na raz (wtedy „żeber koszyka musi być nieparzysta liczba, więc trzeba zacząć przeplatanie połową jednej z pierwszych 4 rurek-żeberek) lub dwoma (jest to łatwiejszy sposób, ładniejszy efekt daje i łatwiej się plecie).  

Jeśli pleciemy dwoma rurkami na raz to po każdym żeberku musimy obie rurki przekręcić. W tej technice łatwiej też dodać żeberka, jeśli chcemy zrobić większy koszyk. Gdy rurka się skończy, trzeba ją przedłużyć wkładając w jej środek początek kolejnej rurki.

     

Gdy odległość między żeberkami jest już dość duża, po prostu dokładamy jedno żeberko i pleciemy dalej. Gdy uzyskamy kształt i wielkość jaką chcieliśmy osiągnąć należy zakończyć kosz. Kończymy przeplatanie poprzecznymi rurkami i zostają same żeberka. W tym momencie każdym żeberkiem można poprzeplatać 2-3 razy, a następnie zakończyć i włożyć jego końcówkę między rurki wikliny (w szparę od góry).

 

Dla ładnego końcowego efektu najlepiej pomalować koszyk zwykłą bejcą do drewna (2-3 razy). Można również polakierować. 

 

Ewentualnie do pomalowania swojego dzieła można wykorzystać farbę w spreju.

 

Takie pudełeczko z wieczkiem, czy koszyk na różne różności,  jest według mnie świetnym własnoręcznie wykonanym prezentem.

 

Zrobienie rurek: 2 - kilka godzin

Koszyk: 1 godzina 

wtorek, 08 listopada 2011

Miałam dzisiaj pisać o czymś zupełnie innym, no ale jeszcze nie gotowe… Schnie. Wiec wrzucam fotkę ostatniego naszyjnika, którego się nauczyłam robić w weekend. Główną część robi się na szydełku (ja robiłam na palcach bo też się da). Dokładny opis z dokładnym instruktarzem podam niedługo. Robiąc ten naszyjnik nie miałam aparatu, wiec mogę zaprezentować tylko efekt końcowyA.

Część z koralami to tak naprawdę 3 sznury robione na szydełku, razem odpowiednio ściągnięte dodatkową żyłką. Ja „dziergałam” go na palcach, wiec koraliki były ułożone dużo zwięźlej niż robiąc to na szydełku, więc w moim przypadku główna część to tylko dwa sznury.

 

Naszyjnik jest zrobiony z żyłki, 6 rodzajów koralików oraz łańcuszka (można kupić na metry). Koralików może być oczywiście mniej rodzajów mogą być w jednym kolorze lub wielokolorowe. Do zrobienia takiego naszyjnika idealnie nadają się resztki koralików. Wadą jest ciężar całości… Ale mam w planie zrobić taki naszyjnik tylko z jednego sznura i efekt powinien być w miarę podobny (no a ciężar dwa razy mniejszy).  

 

Czas wykonania: 2 godziny 

sobota, 05 listopada 2011

Sezon na dynię jeszcze trwa (październik i listopad), dlatego podam jeszcze jeden przepis na dynię.

Co ciekawe, dynia tak naprawdę jest owocem (do rodziny dyniowatych należą również arbuzy, melony i kabaczki), ale nie można spożywać jej na surowo. Bogata jest w witaminę A, B1, B2, PP i C, ponadto zawiera dużo wapnia, żelaza, magnezu, i fosforu. Duża ilość celulozy i mała kaloryczność (100g dyni ma tylko 15 kcal) powoduje, że dynia jest doskonała w dietach odchudzających. W 2010 roku największa dynia na świecie urosła w USA w stanie Wisconsin w miasteczku New Richmond. Ważyła 821 kg (o obwodzie 473cm) i została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa. W tym samym roku największa dynia w Polsce osiągnęła 514 kg (był to już czwarty rekord hodowcy  Jana Styry).

Dynia jest dobrym owocem do robienia dżemów.

Dynia z pomarańczą

 Składniki:

- 75dag obranej i pokrojonej dyni

- 50g brązowego cukru (ewentualnie cukier biały)

- sok z jednej cytryny

- 3 pomarańcze

- tarty imbir

 

Zagotować dynie w syropie z jednej szklanki wody i cukru. Dodajemy miąższ z pomarańczy (lub tylko sok). Razem dusić. Blenderem lub mikserem rozdrobnić dynię. Wlać gorące do odpowiednio przygotowanych słoików. Można również dodać kawałki skórki z pomarańczy.

 

Smacznego!

 

Czas wykonania: 1-2 godziny 

  

czwartek, 03 listopada 2011

Co prawda, do astronomicznej zimy jeszcze połtora miesiąca, ale dni są już coraz chłodniejsze. Zapewne ciepłe kurtki zostały już wyciągnięte z szaf, a co za tym idzie, również czapki i szaliki. Powoli temperatura na zewnątrz zmusza nas do założenia czegoś na głowę. Czyli sezon na dzierganie czapek rozpoczęty.

Nakrycia głowy znane już były w starożytności na wschodzie, w Grecji i Rzymie. W historii ludzkości jedne czapki noszono do pracy (chroniły przykładowo przed słońcem, podczas pracy w polu) inne były wskaźnikiem statusu człowieka (niewolnik rzymski mógł dostać pierwsze nakrycie głowy “Pileus” w dniu darowania mu wolności). Czapki zdobiły głowy żolnierzy, czy marynarzy. Lecz chyba największą różnorodnością w całej historii czapek cieszą się damskie nakrycia głowy. Przykładowo doroczna królewska gonitwa konna w Ascot w Anglii słynie z najlepszych koni oraz najpiękniejszych kapeluszy. Królowa Elżbieta II na zawsze zostanie zapamiętana jako bardzo elegancka kobieta nosząca piękne kapelusze na każdą okazję.

Gdy za oknem coraz chłodniej najważniejsze są jednak czapki chroniące przed zimnem. Dzisiaj pokażę jak łatwo zrobić na drutach bardzo prostą czapkę dla dziecka. Co roku taką czapkę robię dla mojego synka, na rozmiar. Czapka składa się z jednego prostokąta zrobionego na drutach, w moim przypadku robiona najprostszym ściegiem (bardziej zaawansowani mogą użyć zupełnie inny ścieg). Szerokość prostokąta to połowa obwodu główki dziecka. Długość prostokąta to odległość od czoła, tuż za brwiami, do końca główki. 

Dodatkowo dwa  “nauszniki” ze sznureczkami, do ewentualnego wiązania czapeczki. Moje nauszniki mają po 12 (ewentualnie 13) oczek.  Co 2 rzędy zmniejszam ilość oczek o 2 (na początku rzędu i na końcu, po jednym oczku), na koniec zostają dwa (lub 3 oczka) z których dalej dziergam sznureczki. Na koniec wszystko zszywam i czapeczka prawie gotowa. Wystarczy tylko zrobić “uszy”.  Do tego należy wywinąć czapeczkę na lewą stronę i przy użyciu igły i kawałka włóczki przeszyć każdy róg z osobna (by utworzyć kółko, dookoła każdego rogu). Następnie wywinąć z powrotem na prawą stronę, ściągnąć i dobrze zawiązać wiszącą włóczkę by utworzyć “rogi”.

Ja zawsze robię taką czapkę z dwoma kolorami wełny, można oczywiście użyć jeden kolor. Czapeczkę dla dziewczynki można zawsze przyozdobić przykładowo kwiatuszkiem.

 

 

Czas wykonania: kilka-kilkanaście godzin lub 2-4 wieczory;

  

monitoring pozycji