Robótki ręczne *na winie* , co się nawinie, to zostanie wykorzystane w kreatywny sposób, czyli szaleństwa robótkowe mamy po godzinach.

Strona główna

piątek, 29 listopada 2013

Moj młodszy synek wreszcie się przekonał do rękawiczek. Wreszcie, gdyż ostatnie dwie zimy, niezależnie temperatury odmawiał założenia czegokolwiek na ręce. Ściągał wszystko konsekwentnie nawet przy bardzo minusowych temperaturach...  W tym roku po pewnych protestach jednak się przekonał. W przedszkolu poprosili, żeby dzieci miały dwupalcowe rękawiczki na sznurkach, wiadomo, żeby je nie pogubiły. Nie miałam takowych dla żadnego, ale maszyna do szycia stała na wierzchu, więc się wzięłam za szycie. Miałam jeszcze resztki polaru, więc pozwoliłam chłopakom wybrać kolor. Młodszy wybrał niebieskie z czerwonym sznurkiem.

 

Starszy czerwone.

 

Specjalnie są zostawione na lewą stronę, żeby było inaczej, ciekawiej.

Jak już zrobiłam dwie pary, to stwierdziłam, że i dla siebie coś zrobię. Dlatego uszyłam mitenki (rękawiczki bez palców)

 

i dorobiłam do nich "kapturki". Dzięki temu jak będę potrzebować palców to wystarczy odchylić kapturki, bez zdejmowania całych rękawiczek :)

 

Nie pamiętam, czy juz pokazywałam, ale jakiś czas temu uszyłam starszemu kolejną czapke (jak co roku). Banalna do zrobienia.

 

Zima nam juz niestraszna.

poniedziałek, 25 listopada 2013

W sobotę miałam okazję zaprezentować swoje wyroby biżutkowe na kolejnym markecie hobbystycznym. Tak oto prezentował się mój stolik.

 

 

 

Pokazałam również sutasz i tym razem jedna osoba wiedziała co to jest (osoba, która też tworzy biżuterię).

 

Będąc tam wpadłam na dwa pomysły dotyczące moich kolejnych stoisk. Po pierwsze zrobiłam pudełko na pierścionki. Sposób wykonania widziałam w internecie, zmodyfikowałam go tylko lekko. W swoich zapasach "rzeczy prawdopodobnie przydatnych do czegoś" miałam metalowe pudełko po czekoladkach. Wzięłam resztkę materiału polaru, z którego już wcześniej robiłam czapki, szaliki, kotarę. Oraz inne resztki innego materiału. Czerwony materiał ucięłam na szerokość pudełka, ale długość była około 3 razy dłuższa (od pudełka).

 

Pierwszy kawałek zrolowałam i przy pomocy taśmy klejącej dwustronnej przyczepiłam do górnego boku pudełka i do dna. Następnie włożyłam rulonik niebieskiego materiału, żeby czerwony stworzył wybrzuszenie. Do dna przyczepiałam czerwony materiał taśmą, po jednym ruloniku niebieskiego materiału. I tak wyszło na koniec.

 

Teraz mam duże wygodne pudełko na pierścionki.

 

Dodatkowo uszyłam torebeczki na biżutki/prezenty w dwóch rozmiarach. Użyłam do tego dość kolorowego "firankowatego" materiału (no bo jak go inaczej wykorzystać). Oraz wszelakich długo zbieranych tasiemek, odcinanych od ubrań (zwykle bluzki, spódnice i czasem spodnie mają przyczepione takie dwie tasiemki, żeby ładniej się trzymały na wieszakach w sklepie i nie spadały. Po takim zakupie, zawsze je odcinam i proszę rodzinkę żeby to również robiła i zbierała dla mnie.)

 

I jak się Wam podoba mój recykling ? :)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Nazbierało mi się dość sporo kartek świątecznych od znajomych i rodziny z poprzednich lat. 

Stwierdziłam, że tym razem coś z nich zrobię. Powycinałam wszelakie widoczki, choinki, miśki, Mikołaje itd i zrobiłam z nich stosik.

Na razie zrobiłam jeden exploding box, ale na pewno powstanie kilka następnych. Ten zrobiłam przykładowy na jakiś prezencik. ale na Swięta jak będę pakować prezęty to na pewno zrobie kilka innych.

Tutaj jest środek.

A tak wyglada z zewnątrz.

No i całe pudełko w swojej okazałości z przykładowym prezencikiem w środku.

 

środa, 13 listopada 2013

Tutaj pokazałam Wam moje skrzyneczki. Wtedy były tylko pomalowane, ale planowałam zrobić z nimi coś więcej. Półeczka zyskała haczyki. Oraz została zawieszona na żółtej ścianie, gdzie super pasuje ze swoim żółtawym kolorkiem.

Okrągłe pudełko na wino zostało oklejone serwetką z winnym motywem.

I góra.

Miałam inna skrzyneczke na wino, więc pomalowałam ją na złoty kolor, a w środku przyczepiłam haczyki. Można na nich cos powiesić.

Ostatnia najwięszka skrzyneczka niestety nie do końca mi się udała. Z mojej winy niestety... Wygląda teraz tak. Ostatecznie może być, ale mogło byc lepiej.

 

 

poniedziałek, 04 listopada 2013

Pierwszy raz spróbowałam domowej roboty smalczyku u cioci i wujka na wsi. Nawet nie sam smalec mnie przekonał, ale skwarki. Wielokrotnie później miałam okazję spróbować smalczyku, jednak ten domowy jest i był zawsze najlepszy. Jak przyjechałam tutaj co jakiś czas kupujemy pół świniaka ze znanego źródła. Mięsko pyszne, nie napakowane niewiadomo czym. Przy mięsie zawsze jest jakiś tłuszcz. Kiedyś wpadłam na pomysł, że sama mogę spróbować zrobić smalec. I tak od tamtej pory przy takim zakupie zawsze robię kilka słoików. Zrobienie smalcu jest banalnie proste.

Najpierw trzeba odkroić cały tłuszczyk od mięsa. Pokroić w kostkę i wytopić w rondelku. Na koniec wszystko poprzelewać do słoiczków. Do smalcu można dodać przyprawy, cebulkę, czy na co mamy ochotę. Tym razem zrobiłam smalec bez dodatków. Nie chwaląc się wyszło cos pysznego a skwareczki są niezwykle miękkie.

 

A tutaj fota moich wszystkich słoiczków o różnej zawartości.

 

Ostatnio mocno szalałam z robieniem przetworów. Z pomidorów, z własnego ogródka powstał sos pomidorowy wg przepisu z poprzedniego roku. W weekend wraz z rodzina pozbieraliśmy siatę kasztanów jadalnych, a z nich powstał pyszny dżemik. Skończyłam również nalewkę śliwkową. Uwielbiam robić przetwory.  

monitoring pozycji