Robótki ręczne *na winie* , co się nawinie, to zostanie wykorzystane w kreatywny sposób, czyli szaleństwa robótkowe mamy po godzinach.

Strona główna

sobota, 28 lipca 2012

Spodobała mi się technika decoupage i generalnie odnawianie mebli. Można osiągnąć niesamowity efekt zaledwie zmianą farby i przyklejeniem chusteczek. Pokażę Wam moje najnowsze dzieło – stół. Nie mój (a szkoda, bo jestem z niego dumna), a mojej szefowej (dała się namówić na moje artystyczne szaleństwa).

A oto stół. Fajny, trochę wiekowy, z jedną nogą, trochę poplamiony.

 

Jak tylko go zwiozłam do domu to w pierwszej wolnej chwili wzięłam się za zdzieranie zewnętrznej warstwy papierem ściernym. Zdjęcie nie oddaje do końca tej zmiany, która zaszła po tych dwóch czy trzech godzinach pracy. Na ”żywo” różnica była bardziej widoczna.

 

Od szefowej otrzymałam farbę. Lecz po pomalowaniu wyszło, że stół jest trochę za biały…  Farba miała być bardziej beżowa, a wyszła lekko zabrudzona biel… Do tego zupełnie nie pasowała do serwetek i motywu, które miały ozdabiać blat…

 

Po konsultacji z właścicielką mebla zakupiłam farbę w kolorze „skorupki jaka”. Efekt po pomalowaniu idealny. Teraz serwetki pasowały do reszty i mogłam się zająć klejeniem.

 

Po przyklejeniu i pomalowaniu lakierem wyszło super. Również szefowej się podoba, więc cel osiągnięty :)

 

wtorek, 24 lipca 2012

Kilka lat temu zaczęłam uprawiać swój pierwszy prawdziwy ogródek kwiatowy oraz warzywny. Szczególnie to drugie było dla mnie ważne. Wysiałam m.in  czerwone buraczki, ponieważ bardzo lubię botwinkę i chłodnik (podobnie jak mój mąż), a takich wczesnych buraczków tutaj się nie kupi. Również z wyrośniętymi jest problem… Posiałam je i wyrosły mi piękne i dorodne. Zupek narobiłam, ale nadal ilość tego była po prostu nie do przejedzenia. Zaczęłam się zastanawiać co tu można zrobić, żeby przerobić takie warzywo i to w takich ilościach… Poszperałam trochę i znalazłam przepisy na buraczki marynowane, trochę je zmodyfikowałam i zrobiłam jeden przepis. Oczywiście w tym roku też je zrobiłam.   

Buraczki marynowane

- buraki

- gorczyca

- ziele angielskie

- liść laurowy

- czosnek

- chrzan

- koper długi

- goździki

 

Zalewa:

- na1 litrwody

- 1 łyżka soli

- 1 łyżka cukru (może być więcej)

- ćwierć szklanki octu

- kwasek cytrynowy

 Buraczki należy ugotować, obrać ze skórki po wystygnięciu.

Małe buraczki można wkładać do słoików w całości, większe można pokroić w ósemki/połówki/ćwiartki itd. Do każde słoika należy włożyć przyprawy z listy powyżej (tak jak się robi przy kiszeniu ogórków). Następnie należy włożyć buraczki i zalać gorącą zalewą. Słoiki najlepiej wcześniej wyparzyć. Na koniec można również słoiki pasteryzować.

 

Moim zdaniem najlepsze są po odstaniu dobrze ponad dwóch miesięcy. W  przepisie było co prawda, że i po 3 tygodniach można jeść, ale mi dużo bardziej smakowały później otwarte.

SMACZNEGO :)

 

czwartek, 19 lipca 2012

Pamiętam ze swojej szkoły podstawowej, że jakoś w pierwszych klasach musieliśmy mieć takie woreczki wypełnione grochem. Mój woreczek był z szarego płótna i wykonany przez moją mamę . O tych woreczkach przypomniała mi jakiś czas temu koleżanka. Kilka dni temu w sobotę, gdy starszak zaczynał szaleć w domu (kolejny dzień deszczowy, nic do roboty), powiedziałam mu „chodź pomożesz mi coś zrobić„. Poprosiłam go o wybranie różnych materiałów, wyciągnęłam szybko maszyne i zabrałam sie do szycia. 


Samo szycie to nic trudnego. Wystarczy zlożyć materiał na pół, zszyć w kształcie kwadratu, trójkąta, itp (zostawiając kilka centymetrow na przełożenie na prawą stronę i wsypanie zawartości) i wycięcie woreczka.


 Teraz wystarczy jeszcze tylko przełożyć na prawą stronę i wsypać przez lejek zawartość. Ja zrobiłam 4 różne woreczki, z różnego rodzaju materialu, różnych kolorów i z różnymi wkładami (ryż, groch i makaron). Tak właśnie robi się zabawki edukacyjne (poprzez wprowadzenie różnych kolorów, kształtów, wielkości, tekstury) co ma za zadanie bardziej stymulować mózg dziecka. Więc moje woreczki są właśnie takimi zabawkami edukacyjnymi.



Na koniec zaszyłam dziurki i woreczki gotowe.



Wykonanie 4 woreczków zajęło mi może 20 minut. A wyraz twarzy dziecka po otrzymaniu woreczków - bezcenny. Oczywiście pokazałam mu też kilka zabaw z woreczkami, które są również dobre na prawidłowy rozwój fizyczny (chodzenie z woreczkiem na głowie, podnoszenie woreczka do góry palcami u nóg, rzucanie do celu) czy intelektualny (nazywanie kolorów, rzucanie do siebie woreczkami po powiedzeniu konkretnego słowa itd).

Kiedyś czytałam o "leczniczym" działaniu woreczków z ryżem. Podobno podgrzać można taki woreczek chyba w mikrofali (ale głowy nie dam) i taki ciepły można położyć na bolejące miejsce (mięśnie, głowa). Podobno działa (w sumie te wszystkie maści na ból głowy i mięśni są po prostu maściami rozgrzewającymi).

 

środa, 18 lipca 2012

Dziś rozdam moje urodzinowe upominki. Kilka dni temu spontanicznie zrobiłam mały konkursik. Dużo bardziej wolę organizować konkurs niż zwykłą rozdawankę. Jeśli jest jakieś zadanie zgłasza się oczywiście mniej osób, ale za to bardziej zaangażowanych i chętnych do zrobienia czegoś. A ja lubię nagradzać za pracę.
Poza tym, czy to konkurs, czy candy lepiej poznaję moich czytelników oraz mam okazję popatrzeć co robicie w swoim wolnym czasie.

A teraz wyniki. Jako, że tylko dwie osoby wykazały się odrobiną kreatywności, obie zostaną nagrodzone, czyli: poleskieinspiracje i kikabuuu.

Zaraz się z Wami skontaktuję i będziecie mogły wybrać sobie prezent :)

Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych przyszłych konkursów.
Pamiętajcie też o stałym konkursie na łapanie komentarza z nagrodą.

piątek, 13 lipca 2012

Chyba po tytule możecie się domyślić, że dzisiaj mija mi kolejna wiosenka :) Do tego piątek trzynastego - dzień szczęśliwy. Szczęśliwy również dla jednej osoby.


Do wybrania jedno z dwóch zadań:
- Napiszcie jaki byście zrobili dla mnie prezent urodzinowy, najciekawszy prezent nagrodze.
lub
- podajecie listę rzeczy, które byście chieli zobaczyć na moim blogu, najdłuższą listę z najciekawszymi pomysłami (możliwymi dla mnie do wykonania) nagrodzę.

Zgłoszenia na emaila: arendil83@gazeta.pl
plus koniecznie komentarz z chęcią udziału w zabawie (pod tym postem).

Czekam do niedzieli na zgłoszenia. W poniedziałek ogłoszę wyniki :) 

Nagrodą będzie coś z mojej biżuterii.

 

 

DOPISANE: Postanowiłam przedłużyć konkurs do wtorku. W środę ogłoszę wyniki.

środa, 11 lipca 2012

Tydzień temu miałam okazję odwiedzić pracownię pewnej bardzo artystycznej rodziny. Ich dom jest położony w pięknie zalesionym terenie i składa się z części mieszkalnej oraz sporej pracowni. Po wejściu do domu/pracowni oniemiałam. Oj mogłabym mieć taką pracownię u siebie w domu. Wszędzie obrazy, szkice i witraże, wykonane przez mieszkańców oraz uczniów prowadzonych tam kursów. W sypialni córki właścicieli, oprowadzającej mnie po swoim domu, piękne drzewo wiśniowe, ręcznie namalowane na całej ścianie.

Na koniec zostawiłam sobie najlepsze, czyli pracownię, w której się robi różne rzeczy ze szkła. Wiecie że można zrobić sobie odlew twarzy lub ręki w szkle? Efekt niesamowity. Obejrzałam też różne witraże i poznałam różne techniki ich  robienia.

 

Poprosiłam o możliwość zrobienia biżuterii witrażowej i to dość specjalnej, bo z „wkładem” między dwoma szkiełkami.

Dostałam dwa większe szkiełka (zwykłe przezroczyste szkło), tej samej wielkości (plus cztery malutkie na kolczyki).

 Między szkiełka wybrałam sobie trochę suszu, aby wyszła jakaś malownicza kompozycja.

Szkiełka z suszem między nimi należało okręcić taka specjalną miedzianą taśma, która z jednej strony ma klej (żeby szkiełka trzymały się w jedną całość oraz by cyna miała się do czego „przykleić”).

 

 

Po przyklejeniu taśmy musiałam przejechać po niej lutownicą z cyną bezołowiową (nie brudzi ubrań i nie podrażnia skóry). Żeby cyna się przykleiła do taśmy musiałam użyć specjalnej „wody do lutowania” i przetrzeć nią wszędzie tam gdzie miałam lutować. .  

 

A tak wygląda biżuteria na koniec.

 

 

Dla zainteresowanych kursami rwnie dla dzieci (witraż, malarstwo, rzeźba i inne) i pracownią zapraszam niedługo na stronę: www.podkowapracownia.com (strona będzie gotowa za około miesiąc).

A oto inne przykładowe prace robione na kursach witrażowych.

Twarz – witraż.

 

Witrażyki z suszem w środku, w tle witraż (przykładowo na okno).

 

niedziela, 08 lipca 2012

Kilka dni temu Starszy obchodził czwarte urodziny. Jak co roku upiekłam mu tort tematyczny. Starszy jest fanem Krecika (bajki) i zażyczył sobie tort z jego ulubioną postacią z bajki. Szczerze mówiąc się ucieszyłam, bo był to najłatwiejszy temat, jaki mógłby sobie wybrać (dodatkowo zupełnie nie miałam czasu na zabawę z pieczeniem, jak to dotychczas się odbywało).

Zrobiłam ciasto „kopiec kreta”, ale nie z torebki tylko z przepisu. Nie podam przepisu dokładnie bo jest ich kilka. Generalnie należy zrobić ciemne ciasto (przykładowo jak na murzynka), upiec, wydrążyć środek. Położyć we wgłębienie połówki bananów. Aby zrobić krem ubiłam śmietanę (z cukrem) i dodałam do niej fix do bitej śmietany i serek mascarpone oraz czekoladowe wiórki. Krem rozłożyłam w kształcie kopczyka na bananach, a na krem rozłożyłam okruchy z wydrążonego ciasta.

Do silikonowej formy z cyferkami wlałam rozpuszczoną czekoladę, aby otrzymać cyferkę 4. Az gotowego bloku marcepanu ulepiłam krecika. Krecika posadziłam na kopcu, a do rączki dałam mu łopatkę (znalazłam w jakimś zestawie lego duplo moich dzieci). A oto efekt końcowy.

 

Po zrobieniu torciku zostało mi sporo okruchów z ciasta i postanowiłam je wykorzystać do zrobienia lolly cakes lub pop cakes (z takimi dwoma nazwami się spotkałam). Ciasto pogniotłam i uformowałam kilka kulek. Wbiłam je na wykałaczki.

 

Gorzką czekoladę rozpuściłam i każdą kulkę zanurzyłam w płynnej czekoladzie i posypałam ozdobami do tortów. I tak wyszło na koniec.

 

Jeśli robicie przyjęcie dla dzieci mogę sprzedać wam dobry „tip”. Szaszłyki z owoców są świetną przegryzką (również dla dorosłych) podczas urodzinowych (i nie tylko) imprez rodzinnych. Trochę słodkości i witaminek.

 

czwartek, 05 lipca 2012

Wyjazd zakończony, czas wrócić do rzeczywistości.

Przez ostatnie kilka dni nie zrobiłam praktycznie nic. Chociaż nie, byłam gdzieś i coś zrobiłam, ale to następnym razem.

Pokażę Wam za to kilka sutaszy, na różne okazje.

Trochę w stylu retro (a przynajmniej taki był mój zamiar):

 

Tu mi wyszedł przez przypadek jakiś Aztek …

 

Tutaj tak słodko i różowo, dla dziewczynki, kwiatuszki.

 

No i może jeszcze coś na szaro.

 

niedziela, 01 lipca 2012

Obiecałam napisać o czymś bardzo szczególnym, czego zrobienie zajęło mi 10 miesięcy. Wreszcie mogę zdradzić tajemnicę. Chodzi mi o fotoalbum – książkę kucharską jaką zrobiłam dla mojej siostry z okazji ślubu.

 

Jest to książka z naszymi rodzinnymi, sprawdzonymi przepisami oraz kilkoma nowymi. W przepisach znalazły się potrawy takie jak: zupy, drugie dania, desery i przetwory. Każdą potrawę/ ciasto/ dżem zrobiłam ja lub moja mama i każde danie zostało obfotografowane.

 

Jak tylko dowiedziałam się o planowanym ślubie postanowiłam zrobić Młodym taki prezent. Spisałam sobie dobrze ponad 100 potraw i zaczęłam sukcesywnie wszystko gotować, piec i robić zdjęcia. Po kilku potrawach spisywałam przepisy do Worda, żeby potem mieć łatwiej. Gdy już miałam wszystko co chciałam, zabrałam się do robienia fotoksiążki. Samo zrobienie książki to „tylko” kilka dni roboty. Okładka jest twarda, tekst wyraźny i duży a na tylną stronę okładki specjalny opis książki trochę na śmiesznie.  

 

 

Na koniec jeszcze jedna fotka. Na ślubie siostry robiłam również za fryzjera i oto moje dzieło: fryzura ślubna mojej siostry.

 Niestety aprat mi się zepsuł, więc zdjęcie nie jest zbyt dobrej jakości. Gorzej, że zostaję bez dobrego aparatu...

 

monitoring pozycji