Robótki ręczne *na winie* , co się nawinie, to zostanie wykorzystane w kreatywny sposób, czyli szaleństwa robótkowe mamy po godzinach.

Strona główna

wtorek, 28 sierpnia 2012

Moja mama poprosiła mnie o mała przeróbkę jej bluzeczki. Na rękawie była jakaś biała plama, która nie chciała się sprać. Szkoda było koszulki, ale czemu nie usunąć rękawów i zrobić koszulki na lato.

 

Wystarczyło tylko wypruć rękawy, podwinąć brzeg materiału i przejechać dwa razy maszyną do szycia. Dwa razy - dwie linie obok siebie - aby brzeg po rękawach wyglądał jak inne brzegi, by wszystko pasowało do siebie. Ciężko to wytłumaczyć słowami, więc proszę tutaj fotka.

 

I koszulka gotowa.

 

Robota może na godzinkę, z czego większość czasu to prucie rękawów.

 

piątek, 24 sierpnia 2012

Czeka nas trochę spotkań i imprez okolicznościowych. A to urodziny, a to impreza na rocznicę ślubu itd. „Obudziłam się” prawie na ostatnia chwile, że muszę zrobić kilka kartek na te okazje. Wzięłam się ponownie za haft matematyczny. Fajna technika, jedna z moich ulubionych na własnoręcznie robione kartki. No i coś takiego powstało:


Załączyłam tylko 2 bo okazało się, że przezornie kiedyś zrobiłam kilka więcej, wiec teraz miałam "jak znalazł" (zwłaszcza, że z wolnym czasem ostatnio u mnie kiepsko).

 

sobota, 18 sierpnia 2012

"Z okazji" remontu łazienki wzięło mnie na malowanie rożnych różności w domu. Po pierwsze sama łazienka zmieniła kolor (no dobrze, nie ja malowałam) Za to ja wymyśliłam ciekawą dekorację na sufit (ale nie wykonałam jej oczywiście).

 

 W łazience "kolorków nabrał" kaloryfer. Nawet koszowi na śmieci się dostało. A co, jak odnawiamy to wszystko. 
Malowania było mi mało, więc wymyśliłam sobie dodatkowe prace. Po pierwsze: ogrodowe meble. Wcześniej miały taki jakiś niebieskawy kolor, który mi zupełnie nie pasował.

 

Po malowaniu wygląda dużo lepiej.

 

Po drugie: drewniane schodki, które zrobił własnoręcznie mój tata!!! Schodki na ogród były dwa, dość wielkie, niezbyt szerokie i bez barierki. Do tego po otworzeniu drzwi od razu się na nie "spadało". Generalnie niebezpieczne dla dzieci i osób starszych. A mój tata wyczarował mi schodki z podestem, trzema schodkami i barierką. Miałam je też pomalować już jakiś czas temu, ale jakoś nie było okazji (ani odpowiedniej pogody). Tutaj macie schodki w trakcie malowania.

 

Malowałam je wieczorami, gdy dzieci już spały i nikt nie łaził na ogród (zostawiłam polowe schodków nie pomalowanych tak na "wszelki przypadek"). A tak wyglądają  na koniec:

W miedzy czasie pomalowałam tez półki w pokoju chłopców oraz moje półeczki na przyprawy. Poleczki przed malowaniem wyglądały tak.

A po malowaniu tak.

I powiem Wam szczerze, że te poleczki wołają o jakiś decoupage!!! I to koniecznie. Coś przyprawowego, kwiatkowego, lawendowego, coś co by pasowało do tych wszystkich stojących przypraw... Problem tylko jeden. Nie mam takich serwetek... Oczywiście poszukam w kilku sklepach, ale może ktoś z Was ma fajne serwetki, które by pasowały do moich półeczek??? Z chęcią się wymienię z czymś na takowe serwetki. Dajcie znać jak macie jakiś pomysł!!! Specjalnie zostawiłam je nie polakierowane żeby przykleić do nich jeszcze coś.  

Mam jeszcze kilka pomysłów na malowanie i zmianę wyglądu mebli. Jednak moje pomysły muszą jeszcze poczekać.     

wtorek, 14 sierpnia 2012

W zeszłym roku na kilka dni przed porodem zrobiliśmy z mężem taki oto ogródek z różnymi ziołami. Posadziłam miętę, melisę, oregano, krzaczek laurowy oraz lawendę.

 

 

W tym roku lawend tak pięknie mi zakwitła, że zaczęłam trochę o niej więcej czytać. Chciałam znaleźć dla niej jakieś zastosowanie. Zapewne wiecie, że jest to roślina lecznicza, uspokajająca, wykorzystywana w kosmetyce dzięki swoim olejkom eterycznym oraz jako odstraszasz moli (przeczytałam również, że odstrasza mrówki, co wypróbowałam i się sprawdziło).

Na początek zebrałam sporo kwiatów i ususzyłam je (w kuchni przy moich przyprawach).

 

Na blogu www.twojalawenda.pl znalazłam bardzo ciekawy przepis na nalewkę lawendową. W tym roku po raz pierwszy zabrałam się za robienie nalewek, więc stwierdziłam a czemu by nie spróbować. A oto przepis:

Nalewka lawendowa

40 g suszonych kwiatów lawendy

10 ziaren kardamonu

4 goździki

4 cytryny (wyciśnięty sok ze wszystkich oraz skórka z 1/2 cytryny)

1/3 laski wanilii

1 litrspirytusu

1 litrwody

2 szklanki miodu

 

Wymieszać spirytus i wodę, odstawić na 24 godziny. Skórkę z cytryn sparzyć, obrać i pokroić w paski lub zetrzeć.  Laskę wanilii posiekać dbając o zachowanie możliwie największej ilości ziaren ( w nich jest najwięcej aromatu).  Oprócz miodu połączyć wszystkie składniki w jednym gąsiorze lub słoju i szczelnie zamknąć.  Odstawić w okolicy okna, ale nie wystawiać na bezpośrednie działanie słońca, na okres 2 tygodni. Po 2 tygodniach przecedzić przez gazę lub filtr do kawy ekspresu. Wycisnąć fusy, aby uzyskać większy aromat. Teraz należy dodać miód, dokładnie wszystko wymieszać i odstawić na miesiąc. W tym czasie dość często należy mieszać całość, gdyż miód lubi się krystalizować i osiadać. Po miesiącu zlać znad osadu wyklarowaną część, resztę analogicznie przefiltrować przez gazę lub filtr. Odstawić na pół roku. 

Ja natomiast zrobiłam trochę inaczej (na podobnej zasadzie jak robiłam inne nalewki o nich w innym poście). Od razu dodałam miód i wszystko przefiltruję dopiero po miesiącu lub więcej. Potem przeleje do butelek i odłożę na kilka miesięcy. Mówi się, że im dłużej nalewka dojrzewa tym jest lepsza.

 

Dam Wam znać za kilka miesięcy jak wyszła :)

 

 

sobota, 11 sierpnia 2012

Ostatnie dni zmagania się z remontem. Mam już dość, nic prawie nie tworzę, czasu brak. Dlatego dzisiaj pokażę Wam coś co zrobiłam trochę ponad rok temu.

Po narodzinach mojego drugiego synka siedziałam kilka miesięcy w domu razem z dwoma maluchami. Starszy miał 3 lata (prawie). Szkoła (przedszkole), sklep, spacer, park wszystko pokonywaliśmy na nogach. Jednak przy dłuższych dystansach Starszy zaczynał się wieszać na wózku, marudzić. Wymyśliłam, żeby dokupić taka platformę za wózek, żeby Starszy mógł sobie na niej stać, a ja bym ten wózek pchała. Niestety nasz wózek okazała się zupełnie niestandardowy i nic do niego nie pasowało. Zostało mi zrobić własnoręcznie taką platformę.

No i zrobiłam. Jak to się mówi: potrzeba matką wynalazków.

Na koniec mogę tylko dodać, że ta platforma zaoszczędziła mi wiele czasu i stresów, a Starszak miał radochę, że może pojeżdzić. 

 

 

poniedziałek, 06 sierpnia 2012

Czasu brak, remont w pełni, więc dzisiaj znowu będzie krótko.

Bardzo spodobały mi się frywolitki. Jak oglądałam dzieła Cohenny, czy
marr_korr, czy na innych blogach to i ja zapragnęłam wykonać coś dla siebie.
Poradziłam się dziewczyn w kilku sprawach, zakupiłam sprzęt (igła i szydełko do
frywolitki) i zabrałam się do roboty. Najpierw kilka prób.

 

A potem trochę ambitniej, bo cały komplecik. W sumie robiłam na czuja i w
trakcie roboty douczyłam się, ale jak na pierwszy raz chyba nie wyszło
najgorzej. Kolejny musi być jeszcze lepszy.

Tylko najpierw znaleść trzeba na to czas...

czwartek, 02 sierpnia 2012

Ociągałam się z tym postem trochę, ponieważ w domu mam urwanie głowy... Totalny remont łazienki, dzieci wchodzące na głowę, latanie po sklepach i ciągłe rozwiązywanie niekończących się problemów. Do tego padł mi laptop, więc chwilowo mam problem. Kilka tygodni temu sypnął się aparat (jeszcze tylko czasem udaje się zrobić nim zdjęcie), a teraz laptop... Jak pech to pech. Wieczorami jestem padnięta więc niestety nie mam serca do robótek. Jest to powód dlaczego dzisiaj po prostu pokażę Wam moje niedawne dzieła - biżuterię zrobioną z drutu i korali.

Naszyjniki: 

 

 I kolczyki:

 

monitoring pozycji